Nie uczmy się historii z filmów i seriali

spartakus

Żyjemy w czasach niespotykanego wcześniej rozwoju popkultury, a dotyczy to szczególnie filmów i seriali. Premier kinowych jest mnóstwo, a jeśli dodamy do tego produkcje telewizyjne + wszystkie dzieła Netflixowe i tego typu, otrzymujemy taką ilość informacji, że nie sposób ich w pojedynkę przetworzyć.

I nie zrozumcie mnie źle – sama tendencja jest bardzo dobra. Powstaje mnóstwo dobrych, często nawet odważnych seriali. Tak samo wiele ciekawych filmów. Spora ich grupa to obrazy historyczne. I wszystko jest w jak najlepszym porządku – dopóki nie przyjmujemy bezkrytycznie wszystkiego, co widzimy na ekranie.

Oczywiście fajne jest to, że niejednokrotnie pokazuje się czasy historyczne (czy to średniowiecze, czy starożytność) – bez ogródek i cenzury. Nie polecam jednak uczyć się ani historii, ani historii sztuki, ani historii obyczajów z takiego np. „Spartakusa”. Serial sam w sobie świetny, ale powiedzmy sobie szczerze – to nie do końca tak wyglądało...

Inny przykład – film „300”. Znowu – bardzo go lubię. Uproszczeń, błędów i przesady jest w nim jednak od groma. Pamiętajmy – błagam – że to fikcja stworzona na potrzeby Hollywoodu. Ma ona oczywiście swój historyczny pierwowzór, ale film w sam sobie ma dostarczyć rozrywki; w żadnym wypadku natomiast nie pokazuje prawdy historycznej.

Może to oczywiste, ale jak się czasem rozmawia z ludźmi, powstaje wrażenie, że za bardzo wierzymy w to, co widzimy na ekranie, czy to komputera, czy telewizora.